Dlaczego banki usilnie namawiają nas na zakupy kartą? Łatwo zgadnąć, że chodzi o pieniądze i to nie byle jakie. Dziennik Gazeta Prawna podaje, że prowizje od transakcji dokonanych kartą, które polskie sklepy i punkty usługowe płacą bankom są najwyższe w Europie.
Chociaż płacenie za pomocą „plastiku” stało się niezwykle popularne, to właściciele sklepów z pewnością wolą klientów sięgających do portfela po gotówkę. Od każdej transakcji bezgotówkowej płacą bowiem bankom nawet 2%prowizji. Oczywiście nie są to jedyne koszty, bo trzeba jeszcze zapłacić przecież za dzierżawę terminali i utrzymanie łączy.
Handlowcy w Polsce czują się szczególnie pokrzywdzeni. Nie sposób się im dziwić, ponieważ dla porównania opłata pobierana przez banki i dostawców kart w Słowacji wynosi 0,4, a w Bułgarii 0,7%. Niektóre sieci w Polsce, jak np. Biedronka, nie honorują z tego powodu płatności kartą płatniczą. Nie ma również możliwości płacenia kartą w mniejszych sklepach osiedlowych, ponieważ koszty zakupów bezgotówkowych przerastają możliwości ich właścicieli.
Oczywiście banki dokładają wszelkich starań, by rozpowszechnić wśród swoich klientów nawyk robienia zakupów kartą wydaną do konta. Zachętą mają być specjalne programy, gdzie zbierać można punkty wymienialne potem na nagrody, lub też bank zwraca część kosztów zakupów – najczęściej jest to 1, 2 lub 3%. Tak jest w przypadku karty w Millenium Bank. Karta debetowa do rachunku osobistego o nazwie Dobre Konto gwarantuje zwrot 3% wartości zakupów dokonanych na stacjach benzynowych, w supermarketach i sklepach spożywczych.
Inne banki stosują „kary” za niepłacenie kartą za zakupy. Od sierpnia dołączy do nich mBank. Karty debetowe z delfinkiem nie będą już darmowe. Jej posiadacze zapłacą 2 zł, jeżeli przy jej użyciu nie dokonają w danym miesiącu zakupów na sumę 100zł. Ale w porównaniu z innymi bankami, gdzie trzeba użyć karty co najmniej 5 razy, by uniknąć opłaty, i tak nie są to wygórowane wymagania.
fot. Yuri Sirokov, photoxpress.com
